17 December 2016

ŚWIĘTA CORAZ BLIŻEJ


Wstałam dzisiaj bardzo wcześnie, jak na fakt, że jest sobota i podejrzewam, że większość śpi do oporu, odsypiając intensywny, pracowity tydzień. Ale te kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem są dla mnie wyjątkowe i to jedyny czas, kiedy wstaję naprawdę wcześnie, tracę trochę snu, ale robię to ze szczerą radością (mowa o roratach, wzbudzają u mnie uczucie szczęścia, którego nie do końca potrafię zdefiniować, ale wzrasta za każdym razem, kiedy udaje mi się zwlec z łóżka i pomimo niesamowitego zimna zacząć dzień spotkaniem z Bogiem ;)) 
Tak więc wstałam, zebrałam się, upiłam łyk kawy przed wyjściem... a potem zdałam sobie sprawę, że ledwie tydzień został do świąt Bożego Narodzenia. W natłoku obowiązków, nauki, latania z jednej szkoły do drugiej, kursowania pomiędzy jedną miejscowością a drugą, czas przesypał się tak szybko, że nie zdążyłam nawet zrobić planów ani na święta ani na czas Adwentu.
Ten okres był dla mnie absolutnie najbardziej spontanicznym jak do tej pory. Kiedy u innych zakrólowały już ozdoby świąteczne, ubrane choinki, upieczone pierniki, u mnie jedyna oznaka przygotowania  to powierzchownie posprzątany pokój i lampki choinkowe w plastikowym pojemniku, leżące na biurku i czekające na swój czas. Pod tym względem pocieszam się, że mam jeszcze tydzień i jeśli wszystko dobrze i rozważnie rozplanuję, to może sobie jakoś poradzę. 
W ciągu tych kilku tygodni miałam też okazję zajrzeć trochę głębiej siebie, pozamiatać pewne sprawy, pozamykać pewne rozdziały, po prostu ruszyć do przodu. Tak zwyczajnie odciąć się od tego, co powodowało u mnie pewien rodzaj stagnacji. Okazało się to takie proste, że nie mogę wyjść z podziwu, że zajęło mi tak dużo czasu podjęcie decyzji postawienia nieśmiałego kroku do przodu. 

Myślę, że trochę inaczej wygląda to z tej drugiej strony, tej duchowej. Rozpoczynając czas adwentu nie miałam konkretnego planu, jak to będzie u mnie wyglądało. Tu sobie posłucham rekolekcji internetowych, tu może pójdę gdzieś do kościoła na rekolekcje "na żywo". Nie byłam też pewna, czy może do końca to będzie dobry czas, że naprawię relacje z Bogiem, że jakoś sobie poukładam pewne rzeczy w głowie. Bo przecież wmawianie sobie, że chyba nie mam czasu, nie mam możliwości, nie chcę robić tego byle jak, było moją specjalnością. Obawiałam się, że bez planu ten czas będzie zwyczajnie czasem zmarnowanym i nie przeżytym pod żadnym względem dobrze. 
Chyba miło się zaskoczyłam. Oczywiście, nie stałam się święta, nie nauczyłam się żyć idealnie, moja relacja z Bogiem jest jeszcze mocno kulejąca, ale pomimo tego, czuję, że jestem na dobrej drodze, że pewne sprawy rozwiązały się, po części, ale to przecież zawsze coś. Zmieniłam swoje nastawienie do kwestii wiary, poprawiłam się, czuję się bliżej mojego Przyjaciela, czuję, że mam jakiś kontakt z Nim i czuję potrzebę rozwinięcia go. Wierzę, że jestem na dobrej drodze, by spotkać Jezusa, który rodzi się w Betlejem, w moim sercu, w każdym z nas. Być może przyjdzie jutro, może kilka dni, a może kilka miesięcy później, ale wiem, że przyjdzie i wiem, że będę czekać. Może jednak ten spontaniczny czas adwentu nie był stracony..
Jak Wasze przygotowania do Świąt? Jak spędziliście czas przygotowań, czy może jeszcze jesteście w trakcie? Piszcie śmiało ;) 

2 comments:

  1. Właśnie ubieram sobie choinkę ;)Cóż, tak to bywa że najwspanialsze rzeczy w życiu są niezaplanowane. Myślę że to, iż nie dokońca zaplanowałaś czas przygotowań do Bożego Narodzenia, wcale nie oznacza że jest to czas stracony. Do świąt mamy jeszcze chwilkę. Myślę, że najważniejsze jest w tym wszystkim, aby mieć w sercu te wartości oraz światłość. Nie ważne, co będziemy robić, jak bardzo będziemy zabiegani przed tymi świętami, WAŻNE żeby zawsze, w każdej chwili, w każdym momencie wiedzieć że chwile Nardzenia Pana nadchodzą, i że świat poraz kolejny usłyszy Wesołą Nowine! 3maj sie Ola ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. My pewnie w domu z choinką będziemy bawić się dzień przed wigilią, tak mi się zdaje ;)
      Dziękuję za te słowa, pozdrawiam! :)

      Delete